So many thoughts in my head. about the future, about the past. about the present. i'm thinking of what to do, what to choose, what i really feel. to choose the best option. you need to be brave to follow your own way, to do what you really feel is the best.
I hate the moments when I feel like in the past. the past i didn't like and i don't want to come back to it. sometimes it happens, the impression i'm a person i was several years ago. a sense of myself i had that time. in such moments i dont feel like myself, i have the impression my mind has done some steps backwards, i dont know why. and then i'm not myself, i'm a person i was. a strange shift. i hate it. i feel like i've lost myself. and i'm waiting for the end of such a strange feeling. being honest i dont like coming back to the past. there were so many moments i didnt feel good, so many situations, feelings i want to forget, my life is full of moments i want to forget because i wasnt happy when they happened, its sad. its like a wasted life. some people that seemed to be important now are the people i want to forget, it is because i'm too cowardly. i hate this feature and i know it destroys all my life. i have no courage to make a difficult decisions.it all started several years age when i had to make the most difficult decision in my life. a decision to give up sm i loved so much i couldnt imagine my life without him. i wasnt able to do it. i had no courage. i knew i did wrong but i couldnt do anything different. since that moment i have always escaped from difficult situations. that one moment made me cowardly all my life. i always escape when i have to make a difficult decision, when i have to do sth i'm afraid of, when i have to hurt sm. i know i should do it, but i dont do that and i'm waiting of what will happen. although i recovered from this terrible trauma after my first love that destroyd i had been then i know there sth inside me after that. a change i have no influence on. sth change in my psyche and it changd the way i think i behave. i dont know why i think about it now. i want to forget about the past. today in the morning i felt good. everything was almost ok, but now i feel like sm from the past. again i've lost the sense of reality, of myself, and i'm waiting when it will finish. help my, my God to feel good again...
Pokomplikowało się... Ostatnie kilka tygodni było inne, lepsze niż jakikolwiek tydzień w ciągu ostatnich 2 lat. Niesamowite. Nie mówiłam o tym tutaj, bo bałam się zapeszyć, bo bałam się, że powiem w złą godzinę. Ale nagle coś się stało... coś złego. Przekonałam się, że jestem dużo słabsza niż myślałam. Ale chcę wierzyć, że będzie dobrze. Modlę się, żeby to minęło. Chcę wierzyć, że potrafię to przezwyciężyć.
To była dobra decyzja. To była jedyna słuszna rzecz jaką mogłam zrobić. Szkoda, że tak późno. Tak bardzo, bardzo za późno. Za późno by można było uniknąć pewnych konsekwencji. Najtrudniejszych. Cieszę się, że nie ma pustki. Ona znika. Coraz częściej. Nie wiem dokąd mnie ta droga prowadzi, wiem, że się zmieniam. Czuję te zmiany każdego dnia, cieszę się z nich, czasem boję. Ale cieszę się, że są. Nawet jeśli czuję mocniej, nawet jeśli czuję lęk. Wtedy, trzy miesiące temu wiedziałam, że muszę to zrobić i po prostu czekać. Czekać co przyniesie czas, modlić się i wierzyć. Bo cokolwiek by nie miało nadejść najgorsze było odwlekanie tej decyzji. Kiedy została podjęta, kiedy to zrobiłam wiedziałam, że będzie to moment kulminacyjny. Który należy przeczekać. Wiedziałam też, że długa droga przede mną. Wiedziałam, że będę musiała pokonać to wszystko co tamten czas szarpania się w sobie we mnie zmienił, spowodował. Wiedziałam, że może być ciężko. Ale jestem na to gotowa. Jestem gotowa to znosić i walczyć, bo najgorsze jest już za mną. Bo odważyłam się na ten krok. Popchnęła mnie do niego nie pełna świadomość sytuacji, bo tej, w całym tym amoku szarpaniny już nie miałam, ale jakiś odruch, to był jakiś mimowolny ruch. Nie chcę tego pamiętać, mimo, że przecież to tak długi okres mojego życia. Teraz chcę zapomnieć, nie chcę wracać. Chociaż może do oczyszczenia się potrzebna jest pamięć i ból z tym związany. Wiem, że moje życie się zmieniło, że ja się zmieniłam. Ale będę walczyć.
Dziś jest niedziela. Nie lubię niedziel. W niedzielę zawsze włącza mi się jakiś taki ból istnienia. Czasem silniejszy czasem słabszy. Może to dlatego, że to dzień wolny, pozbawiony obowiązków, pozbawiony czegoś co zajmie naszą uwagę. Dzień przewidywalny. W którym każda czynność jest już z góry wiadoma. W niedzielę czekam na poniedziałki. Bo wracam wtedy do swojego naturalnego rytmu obowiązków, planów, czegoś czemu poświęcam swoją uwagę i dzięki temu nie mam miejsca na smutne, nostalgiczne myśli cisnące mi się do głowy, na te wszystkie odczucia, tęsknoty. Chociaż z drugiej strony to właśnie z nich się dziś cieszę, bo są dowodem na zmiany, nie są pustką. Wolę ból niż pustkę. On przynajmniej potwierdza, że się żyje.
Mimo wszystko, mimo świadomości, jestem dobrej myśli…
Najgorszy rodzaj pustki to pustka w sobie samym...
Jedno krótkie spotkanie, a wniosków więcej niż przez ostatni rok. Uderzyła mnie róźnica między nami, uderzyło mnie to jak bardzo ja - 25 latka - różnię się od chłopaka w wieku 22 lat. Jeszcze 2-3 lata temu czułam się nastolatką, takim dzieciakiem, który jeszcze wszystko może. Ostatnie 2 miesiące ciągłego żartowania sobie mojej rodziny, że przecież mam już 25 lat i czas się ustatkować, a nie zrywać, zasiały we mnie ziarno niepokoju, że może jest już rzeczywiście późno. Dopiero spotkanie z Radkiem uzmysłowiło mi tą przepaść. Poczułam się DOROSŁA. I poczułam się z tym okropnie. Człowiekowi wydaje się, że zawsze jest taki sam. Że zawsze jest tą samą osobą. A tymczasem rok, dwa mogą dużo zmienić w człowieku. Ja poczułam się nudnym dorosłym człowiekiem, który wyrósł już z chęci zabawy, w którym nie ma już tej dawnej energii, chęci szaleństwa, humoru. Nie wyszalałam się za młodu, bo zawsze coś mi przeszkadzało bawić się, cieszyć się życiem. Owszem, było parę momentów w moim życiu wartych zapamiętania, kiedy roznosiła mnie energia, było parę miesięcy lekkości. Ale właśnie teraz zrozumiałam, że moja młodość tak naprawdę już mija i to są ostatnie momenty kiedy mogę jeszcze udawać dziecko. Ale właśnie: udawać... w momencie kiedy dostrzegłam tą paskudną, nudną dorosłość, nie umiem wykrzesać z siebie energii i chęci nawet do udawania. Poczułam się jak 30-latka, która udaje 18-latkę. Jak dorosły człowiek, który nie może przyjąć do wiadomości, że nie jest już młodzieńcem i teraz nadszedł w jego życiu czas na inne rzeczy. Kiedy rozstałam się z Konradem niszczył mnie ból po rozstaniu, ale ból mija. Teraz dopadło mnie coś innego: świadomość. Świadomość mojego życia i sytuacji, w której się znalazłam. Nie chodzi o to, że nie mam faceta, z którym mogłabym założyć rodzinę i wieść żywot statecznej matki, chociaż to tak naprawdę też byłaby już odpowiednia rola dla mnie w tym momencie. Chodzi raczej o to, że nie ma we mnie tej młodzieńczej energii, która była jeszcze tak... niedawno? nie, to już nie jest tak niedawno. To było 2 lata temu. Wtedy jeszcze czułam się dzieckiem, który wkracza na ścieżki dorosłości. Pierwsze kroki w pracy, pierwsze zetknięcie z obowiązkami, później pierwsze kontakty z dziećmi w szkole, kiedy stwierdziłam, że chyba mam jakieś zalążki instynktu macierzyńskiego. I tak szybko to się potoczyło.
Kończę te smutne wyznania. Mam nadzieję, że sposób w jaki patrzę na świat teraz jeszcze się zmieni. Że to jakiś kryzys, jakaś świadomość, nawet słuszna, ale nie ostateczna. I że nie będę udawać, ale odkryję siebie z taką energią i chęcią jaką chciałabym siebie widzieć.
W sumie mogłabym np wyjechać na wakacje do Indonezji, czy to nie byłoby szaleństwo?:D do tego nie trzeba mieć koniecznie 20 lat:p
Znow stoje na rozdrozu, wiedzac ze od nowa musze odbudowac mój swiat. Każdy koniec jest początkiem czegos nowego i mimo obaw ja jestem tego nowego bardzo ciekawa… zbliza się wiosna, mam nadzieje, ze wraz z nowym zapachem wiatru i oślepiającym słońcem przyjdzie do mnie to nowe na które czekam. Wracam do swojego bloga sprzed 4-5 lat kiedy to rozstałam się z Sebastianem po raz pierwszy, czytam dawne notatki, przypominam sobie. Chyba mam potrzebe jakiejs retrospekcji, przejrzenia tego mojego zycia jeszcze raz od tamtego momentu, żeby przypomniec sobie tamte wydarzenia, stany, oczyścić się. Wiem, ze każdy balagan, kazde nawarstwione problemy można usunąć. Wtedy, 5 lat temu, po rozstaniu z Konradem tez nie wierzylam, ze cokolwiek dobrego może się jeszcze wydarzyć. Dól, depresja, w którym byłam wtedy były nie do wyobrażenia. A jednak później wyszłam z tego. Zapaliło się światło, znów czułam się lekko. Wierzę, że i teraz to możliwe, mimo, że jestem 5 lat starsza i żyję już dziś inaczej niż wtedy.
Życie weryfikuje czasem nasze spojrzenie na pewne sprawy bardzo szybko. Kim ja się teraz czuję? Kiedy byłam z Sebastianem żyłam w jakiejś otoczce. W bańce mydlanej pełnej uwielbienia, przekonania o swojej wspaniałości, wyjątkowości i wszechmocy. Taki obraz mnie miał Sebastian, w taki sposób mnie traktował i mimo wielu problemów mój obraz siebie wyglądał podobnie. Niewiele czasu musiało minąć, żebym zobaczyła, że rzeczywistość wcale tak nie wygląda. Że ja nie tylko kimś takim nie jestem, ale nawet tak się nie czuję i nie uważam siebie za taką. Sebastian mnie uwielbiał. Czułam się przy nim atrakcyjna, zawsze wesoła, pełna swojego własnego specyficznego humoru. Nie widział we mnie żadnych niemal wad, a jeśli nawet jakieś miałam to przy nim umiałam obrócić je w urocze zalety w ten sposób, że nigdy nie był o nie zły i ja nie widziałam w nich nic złego. To takie bycie rozpieszczanym przez drugą osobę, wielbionym i jednocześnie bycie manipulatorem skoro każdą wadę można obrócić w zaletę. Myślałam, że będę umiała taka być teraz, że nadal będę się czuła tą uroczą, słodką osobą, za jaką miał mnie Sebastian. I problem w tym, że nie tyle brakuje mi uwielbienia jakie dawał mi Sebastian, ile w tym, że odkąd nie jestem z nim nie jestem już taka jak wtedy. Nie umiem taka być. Myślałam, że to kwestia mojego własnego sposobu bycia, mojego poczucia humoru, mojej kreatywności, że zachowywałam się właśnie w taki sposób. Ale chyba jednak nie. Bo teraz taka nie umiem być. A przynajmniej nie w pełni. Może wydawało mi się, że jestem taka "fajna", bo taka byłam przy Sebie, a jednak relacja z nim stanowiła podstawę mojego życia. I przenosiłam te relacje i sposób bycia na zewnątrz związku. Teraz nie ma tego związku, więc i mój "urok" blaknie. Odkryłam to wyraźnie na spotkaniu z Krzyśkiem. Mimo, że starałam się być taka jaka zawsze byłam przy Sebie, przy jego kolegach, nie umiałam. Nie było tego we mnie. I tego mi brakuje. Bo to tamto zachowanie świadczyło o mojej sile. Dziś byłam na kolejnym spotkaniu. Radek jest bardzo fajny, przesympatyczny. A jednak czułam się okropnie. Z tego powodu spotkanie nie podobało mi się i nie mogłam się doczekać końca. Wiem Ola, że to czytasz i właśnie dlatego nie napiszę ze szczegółami. Ale dopiero teraz kiedy zerwałam z Sebą dotarło do mnie jak bardzo ten czas kiedy z nim byłam podziałał na mnie. Może napiszę coś zaskakującego, ale... przez cały ten czas ja się nie rozwijałam... Nie wiem jak to wytłumaczyć. Dopiero teraz widzę kim jestem, jakie jest moje życie. Widzę, że minęło mnóstwo czasu, którego ja nie wykorzystałam. Może te przemyślenia też są przesadzone. Bo są reakcją na stan sprzed rozstania, czyli skrajność w drugą stronę. Może za jakiś czas wszystko się unormuje. Ale dopiero teraz widzę jak bardzo jestem niedojrzała. A jednocześnie widzę, że nie jestem już 20-latką, która może sobie pozwolić na głupoty. A może nie mam racji? Może to presja rodziny i środowiska, które przynajmniej w moim otoczeniu uważa, że wiem 25 lat to najwyższy czas na zakładanie rodziny? Stoję trochę na rozdrożu. Nie wiem co teraz będzie z moim życiem, nie wiem, w którą stronę ono pójdzie. Będąc z Sebą żyłam w złudnym poczuciu stabilizacji. Właśnie takie myśli doprowadzały do tego, że zastanawiałam się czy nie wrócić do niego. Przypominałam sobie różne chwile razem, momenty, kiedy byłam z nim szczęśliwa, nasze wspólne wakacje, wyjazdy, jego ciepło i troskę. Nigdy jednak nie płakałam w takich momentach. Na pewno moje życie było wtedy ciekawsze, bardziej stabilne, czułam się bezpieczniej, bo miałam kogoś na kogo mogłam liczyć, z kim miałam pewne, wypracowane przez niemal lata relacje. Teraz tego nie ma. Ale kiedy zadzwoniłam do niego dwa dni temu i zaczęłam rozmawiać tak jak dawniej poczułam takie niesprecyzowane poczucie, że nie... Że to nie to... Że tęsknię za tym poczuciem stabilizacji, głębokiej relacji z kimś, bezpieczeństwem, ale nie za nim.
Niektore rzeczy należy przemilczeć. Nie wolno ich powiedzieć, wystarczy, że każdy je wie. Choć cisną się na usta, to wypowiedzenie ich świadczy o słabości.
Czasem nawet nic nie znaczące spotkania nas czegoś uczą. Spotkałam się dziś z chłopakiem, nie znaliśmy się wcześniej, zaczęliśmy rozmawiać przez fb, a później się okazało, że mamy dużo wspólnych znajomych i zdecydowaliśmy się spotkać. To znaczy on chciał, ja nie, dlatego, że wiedziałam jak on na to spotkanie patrzy. Jest młodszy o trzy lata, inteligentny, bardzo dziecinny, miły i poukładany, ale jednocześnie bardzo sympatyczny. Zaangażował się w swoje wyobrażenie o naszej internetowej znajomości i koniecznie chciał się spotkać. Mówiłam mu, że to nie ma sensu, że takie znajomości internetowe zawsze kończą się porażką (no dobra, w 99%), a już na pewno rzadko kiedy kończą się jakimś związkiem. Jednak on koniecznie chciał się spotkać jak najszybciej i mówił, że woli się zaangażować i potem rozczarować niż od razu nastawiać na nie. Takie młodzieńcze idealistyczne myślenie, którego ja już nie mam... Ale domyślałam się, że to spotkanie skończy się na niczym, to znaczy na rozczarowaniu, bo nasze wyobrażenie nigdy nie jest tym co zobaczymy w rzeczywistości. I tak jak w dwóch poprzednich przypadkach to ja byłam tą osobą, która budzi zainteresowanie, tak tym razem jest odwrotnie. Wcześniej spotkałam się z tzw. teologiem i z Krzyśkiem i za każdym razem, po jednym lub dwóch spotkaniach wiedziałam, że z tego nic nie będzie, że mi się nie podobają, bo są nie w moim stylu itp.
*reszte notki mi wcielo wiec dalszego ciagu nie bedzie:P
I need a 'reset' button.
e-blogi.pl [Załóż blog!] Subskrybuj blogi [Zamknij reklamy] |