Nieważne, że gdzieś w środku siedzą demony minionych dni, lęki i zło, które nie wiadomo kiedy może zaatakować... Jestem wolna!!!!! Jestem wolna i szczęśliwa, czuję ulgę, radość, czuję, że żyję. Czuję, że wreszcie nie więzi mnie tamta świadomość, czuję, że w moim sercu jest jasno, że mam wolność wyboru, że mogę pójść w dowolnym kierunku. Nienawidzę zależności od drugiego człowieka, świadomości, że jestem za niego odpowiedzialna, że mogę skrzywdzić. Niech ból, który kiedyś nadejdzie przyjdzie jak najpóźniej, bym napełniła się siłą, bo wreszcie, dopiero teraz słyszę swój wewnętrzny głos, który tak długo zagłuszałam. Dziękuję, że nie udało mi się go uciszyć, dziękuję teologowi, że w odpowiednim momencie mojego życia stanął na mojej drodze, że te godziny rozmów otworzyły mi oczy na kilka rzeczy, zagłuszyły lęk, który uniemożliwiał powiedzenie prawdy... Wierzę, że będzie dobrze... :)
Mam prośbę do wszystkich blogerek: koleżanka pisze pracę magisterską na temat pisania bloga i w związku z tym poszukuje blogerek, które chcą wziąć udział w krótkiej anonimowej ankiecie. Załączam tutaj link, ankieta znajduje się na stronie internetowej, nie trzeba podawać żadnych danych z wyjątkiem przedziału wiekowego, tak więc jest całkowicie bezpieczna, zresztą pewnie większość z Was wie, że takie ankiety są powszechne. Zapraszam więc do wsparcia koleżanki w pisaniu pracy.
Oto link:
http://ankietka.pl/ankieta/74734/motywacje-i-konsekwencje-prowadzenia-blogow-w-zyciu-wspolczesnych kobiet.html
gdyby coś nie działało, dajcie mi proszę znać w komentarzach
Mam potrzebę poukładania tego wszystkiego. Zaprowadzenia porządku w moim życiu. Powrotu do tych wartości, które kiedyś dominowały w moim życiu, wyznaczały granice mojego postępowania, wskazywały mi cel i sposób postępowania. Zetknęłam się z osobą, która w taki właśnie sposób żyje, mam z nią ciekawy kontakt i zaczynam rozmawiać, rozumować w taki sposób jak ta osoba, a więc w taki sposób jak robiłam to kiedyś. Widzę jak bardzo moje życie mogłoby być inne, gdybym miała w sobie taką hierarchię wartości jak kiedyś. Jest dziś tak trudno mądrze wierzyć, być głęboko myślącym człowiekiem, żyjącym świadomie, przede wszystkim nie zagłuszając tego głosu, który jest w nas, nie pozwolić, by świat zewnętrzny zdominował to co jest w nas... Słucham Perfectu, ta muzyka, słuchana zwłaszcza na słuchawkach przejmuje niemal tak samo jak kiedyś. Potrzebne mi katharsis, ale takie, do którego sama dojrzeję i będę w stanie zaprowadzić w moim życiu te zmiany, które są mi niezbędne...
Muzyka wyzwala we mnie tęsknotę. Słucham Seweryna Krajewskiego. Nie dziwię się, że nasi rodzice byli bardziej od nas uczuciowi, bardziej prości w okazywaniu tych uczuć. Ich muzyka była bardziej sentymentalna, bardziej ckliwa... A jednak właśnie dzięki temu, że była prostsza było lepiej. Bo ich uczucia miały wyraźniej określone granice, były bardziej czarno-białe niż nasze dzisiejsze relatywistyczne podejście.
Boję się o tym mówić, by przypadkiem ten czas nie zniknął jak bańka mydlana. Radość znów wkradła się w moje życie, ta prawdziwa, radość z każdej chwili, każda czynność, rozmowa, obejrzany film, czy przesłuchana piosenka napełnia mnie szczęściem, niby zwykłe rzeczy, ale po tylu miesiącach ciemności każdy drobiazg zyskuje wyjątkowy wymiar... Mam ochotę o tym pisać, mam ochotę znów promieniować radością, poczuciem siły, ale nie chcę jednak mówić zbyt wiele, by nie okazało się, że w pewnym momencie to zniknie...
To jest jak przebudzenie... Tyle nowych uczuć, myśli przewija się w mojej głowie, tyle nowych tęsknot, które cieszę się, że mam, bo nareszcie czuję, że znów żyję... Pustka i obojętność są najgorsze, kiedy budzą się prawdziwe uczucia znów wiemy, że istniejemy i wtedy mamy znów szansę kierować naszym życiem, żyć świadomie, mieć odwagę by być sobą... Tak bardzo chcę by ta chwila nie zniknęła... By tak już zostało na zawsze...
My sweet boy, I miss you. I don't know where you are, what you are doing, what you feel. But I remember and I'm looking for you. I live in a hope I will find youu, it's on the bottom of my heart. The longing for everything that happened then is still inside me
you gave me the faith that i can, that i am able to do it. to be happy in a way i had never been before.
you dissapeared, i don't know where you are and i know that it shouldn't have been lost, that i was losing sth very important in a moment when i was leaving you.
but at the same time i know i gained sth. i gained the joy, the sense i can afford sth i had been afraid earlier.
that time gave me a new power, the power of fun that had been absent in my life before that day.
i'm full of readiness to have fun, to take from my life as much fun as possible, the fun i had been missing so much all my life.
it's not as much as i could have if i hadn't lost you, but at the same time it's a gift and it's sth very valuable in my life.
thanks a lot for that.
i hope you remember me and think about me warmly, at least a bit.
Mimo, że już dawno nie jestem nastolatką to zakochałam się jak niedojrzała nastolatka. Może to świadczy właśnie o mojej niedojrzałości. Może. Ale wiem, że minęły już 3 tygodnie, a ja wciąż mam w pamięci tamte cudowne dwie godziny. Tak, tak, chciałabym to przeżyć jeszcze raz! Zobaczyć go jeszcze raz, zatańczyć z nim jeszcze raz, przytulić się, pozwolić na to wszystko o czym marzę, a co się nie stało... Dla tych kilku godzin warto było tam jechać, a przecież tak bardzo nie miałam ochoty na ten wyjazd. Cały tamten tydzień jakoś na mnie wpłynął, bo przebywałam przecież w innym towarzystwie niż zazwyczaj i dzięki temu poczułam, że odmłodniałam, ale to właśnie te dwie godziny zmieniły we mnie najwięcej. Ogromnie się cieszę, że mogłam to przeżyć. Obudziła się we mnie nowa ochota do życia. I chociaż wiem, że to nie to było celem tego wyjazdu, to w tej chwili to jest właśnie ten pozytywny skutek. Paweł, nie wiem, czy kiedykolwiek jeszcze w życiu będę miała szanse Cię zobaczyć, ale wiedz, że te szalone, infantylne, cudowne dwie godziny z Tobą wywróciły w pewien sposób moje życie i wiem, że jest to znacząca zmiana.
You were only a short dream. The dream that didn't have a chance to be continued. The dream that was so short, so unexpected and so strong. You were so usual, so natural, but at the same time you had such a strong impact on me. I do not know why. I'm still thinking about you. Almost three weeks have passed and I'm still missing, I'm still thinking. I'd like to find you. I knew you only about two hours. Or even less. We said little words. You touched me so nicely, so delightfully. I wanted you to touch me more. I had never felt sth like that before. I didn't know you but I let you. And I don't feel sorry about that. I wish we had done more. I wish we had had a chance to know each other better. Maybe some day my dream will come true.
W notce numer 193 melduję, że jestem, że żyję i że mam się całkiem dobrze. Ostatnio uśmiech na mojej twarzy gości często, jeśli by nie powiedzieć podejrzanie często. Ale żadne szczęście nie jest podejrzane jeśli jest prawdziwe.
A ja czuję się szczęśliwa. Dzięki mojej pracy, która mimo wyzwań i trudności czasem wymęczających jest dla mnie póki co najwspanialszą pracą życia i chcę ją wykonywać zawsze, zawsze, zawsze. I mimo, że czasem jestem zakłopotana, czasem bezradnie stoję frontem do 20 kilku par oczu wpatrujących się we mnie czekając na reakcję, a ja nijak nie wiem jak zareagować - nawet wtedy wiem, że jest to praca dla mnie, wielka satysfakcja i jakieś takie wewnętrzne spełnienie. I mimo, że czasem wrzasnę, czasem mam dość to wiem, że uwielbiam kiedy mała Izuś cichutko wejdzie do pokoju nauczycielskiego i wyszepcze: "bo ja przyszłam, proszę pani, bo ja się chciałam do pani przytulić..." I jak tu nie kochać tych małych, szalonych, nieznośnych i nieznośnie ujmujących szkrabów?
Bo ja, proszę państwa jestem belfrem. Belfrem, a dokładniej teacher'em angielskiego. I oznajmiam wszem i wobec, na przekór wszystkim, że, póki co, kocham swoją pracę!
e-blogi.pl [Załóż blog!] Subskrybuj blogi [Zamknij reklamy] |